Dostępność

I zostaniemy z tą dostępnością jak Himilsbach z angielskim.

2026-03-25 · Czas czytania 1 min

Mamy sporo ustaw o dostępności jak na temat, który dla wielu wciąż jest całkowicie nieistotny. Mamy strategie, rozporządzenia, konsultacje, zespoły i rady. Mamy wszystko, co trzeba, by dostępność w Polsce rozkwitła. Tylko że – nie rozkwita. Wciąż coś nie styka.

Nie koncentrujemy się na tym, co najważniejsze — na poprawianiu dostępności. Na codziennym, zwykłym wysiłku, żeby coś działało lepiej i prościej. Dla niektórych to nadal temat poboczny i nieopłacalny. W wielu instytucjach dostępność to obowiązek, a nie wartość.

Tymczasem przecież nie chodzi o przepisy, tylko o ludzi. O tych, którzy każdego dnia napotykają mur — cyfrowy, informacyjny, architektoniczny. O seniorów, którzy chcą coś załatwić w urzędzie. O osoby niewidome, które próbują kupić bilet. O każdego z nas, bo dostępność nie jest dla innych a  dla nas wszystkich, tylko jeszcze nie wszyscy to zauważyli.

Czego jeszcze trzeba, żebyśmy zrozumieli, że dostępność to nie fanaberia ani moda? Że to nie koszt, tylko inwestycja w równość i normalność? Może dopiero wtedy, gdy sami nie będziemy mogli czegoś przeczytać, kliknąć albo usłyszeć, zrozumiemy, o co w tym naprawdę chodzi.

Ludzie wciąż nie wiedzą, że mają prawo żądać dostępności, że mogą domagać się pomocy i wsparcia. Jeśli się nie przyłożymy, jeśli nie przejdziemy z deklaracji do działania, z ustawy do człowieka, z audytu do zrozumienia — to zostaniemy z tą dostępnością jak Himilsbach z angielskim.